wieczorne dreszcze muzyczne.

Pani Beyonce. Wszystko co robi na scenie; głos, ruch, wygląd tworzy smakowitą i bardzo sensualną całość. A ta piosenka, no cóż … mówi sama za siebie :)

 

Na śniadanie grzanki z guacamole a do tego pyszna  jajecznica . Zaczynam to lubić… ten kuchenny czas, coraz bardziej:)

ps.  Ania Shirley, ta urocza i charakterna marchewkowa dziewczyna …  Za każdym razem gdy oglądam “Anię z Avonlea” wracam do beztroski dzieciństwa, do  domu  swojej babci,  jej ciepła i uśmiechu. No i oczywiście Gilbert… oh, ten Gilbert…

Z okazji dzisiejszego radosnego dnia WSZYSTKIM dzieciom, tym małym i  tym już trochę wyrośniętym składam najlepsze życzenia.

Oto dwie piosenki z czasów młodszych;)

 

Pierwszy pocałunek z dziewczyną…

Zawsze wywołuje gwałtowne reakcje :)

Dzieciaki są słodkie i na wskroś szczere w tej jakże niesamowitej sytuacji ;)

Rzadko oglądam telewizję. Robię to teraz i już wiem czemu tego nie mam w zwyczaju…

Program w telewizji publicznej kanal numer 2 , ” Po zmierzchu”.  Pan nieumiejętnie prowadzący:  Marek Starybrat , gośćmi są Manuela Gretkowska i Tomasz Kot. Primo. Poziom dyskusji pomiędzy samymi  gośćmi żenujący…czysta i bezsensowna pyskówka. Secundo, poziom intelektualny Pana prowadzącego program…  aż boli.

Osobiście, nie przepadam za osobą Pani Gretkowskiej, ale to w jaki sposób prowadzący potraktował zagadnienie feminizmu i artykułował płytkie pytania  jest przykre… Czy naprawdę nie ma w tym kraju inteligentnych, wykształconych ludzi którzy potrafią przeprowadzić sensowny wywiad czy rozmowę.

Dla Pana prowadzącego feminizm to kobieta nienawidząca mężczyzny… Nie potrafię nawet przytoczyć co poniektórych tekstów ( może to i lepiej)…

Pan Marek według mnie był totalnie nieprzygotowany do tej rozmowy, najprawdopodobniej nie przeczytał książki o której wspominał w rozmowie…

Eh. Smutne to .

Weekend majowy.

filmy. książka. muzyka.  miętowo czekoladowo na języku…

Wczoraj wypożyczyłam i obejrzałam ” Huśtawkę” (z ciekawą rolą Karoliny Gorczycy i Wojciecha Zielińskiego).  Teraz już wiem, że one  (huśtawki) bywają, no właśnie… niebezpieczne, gorzkie… Ciekawy film.

A potem ” Skrzydlate świnie” z dobrą rolą Olgi Bołądź i Pawła Małaszyńskiego. Film słodko- gorzki, tak.

Wieczorem chwyciłam za książkę, Krzysztofa Kieślowskiego.

“Papieżyca  Joanna”, film intrygujący, więc postanowiłam zgłębić temat.

Historia o  kobiecej sile i determinacji, a także o średniowiecznej  bardzo źle pojmowanej bogobojności, przez którą Joanna zmuszona jest odgrywać rolę  mężczyzny . W swoim prawdziwym ciele, jako kobieta jest narażona na pogardę i brak szacunku (z początku kiedy uczęszcza do szkoły katolickiej spotyka ją wiele przykrości i mimo że jej wiedza przewyższa poziom niejednego chłopca Joanna musi zabiegać o uznanie przełożonych pracując dwa razy więcej ).

Dziś wydaje się to wręcz nierealne, a jednak miało miejsce. Zresztą w niektórym miejscach na ziemi do dziś uważa się że kobieta nie jest równa mężczyźnie, nie jest partnerem do rozmowy.

To wielkie szczęście tego NIE doświadczać, móc mieć prawo do nauki, móc wyrażać swoje poglądy, móc spełniać swoje ambicje.

Postać Joanny jest niesamowita, dlatego nie wolno o niej zapomnieć. Chcę wierzyć, że naprawdę istniała, a jej upór i determinacja stanie się inspiracją dla dzisiejszego pokolenia kobiet. Nigdy nie wolno rezygnować ze swoich przekonań, nawet jeśli przyjdzie nam zapłacić wysoką cenę…

Dwudziestego trzeciego marca dołączyła do grona aniołów na wysokim i wiosennym już niebie.
Rozpoczęła swoją najwspanialszą podróż i przygodę, wśród tych którzy na nią tam czekali…
Jej talent, uroda i wdzięk pozostanie w naszej pamięci na zawsze.
Nie pozostaje nam nic innego jak unieść głowę wysoko do góry i nocą wypatrywać nowej iskrzącej się gwiazdy na E…
uśmiechnijcie się do niej!

kalendarz nie kłamie… 24 luty, a ja dopiero pierwszy raz pojawiam się tu w nowym 2011 roku.

Powoli domyka się krąg. Długą drogę przebyłam żeby znaleźć się w tym punkcie, na stacji Teraz…

Nauczyłam się między innymi tego , że każdy koniec, każdy smutek i ból to nowy początek. Każde pożegnanie przygotowuje grunt na pełne niespodzianek nowe doznania. Po wylanych łzach i chwilach smutku z pewnością nadejdzie moment spokoju i ulgi. A co chyba najważniejsze i najtrudniejsze to zaakceptować ten fakt, we własnym życiu.

Smutne i bolesne doznania są jak proszek do pieczenia. Dzięki nim szybciej dojrzewamy, pęczniejemy w przydatną, życiową wiedzę. Myślę sobie, że to są bardzo mądre emocje, choć w momencie kiedy je przeżywamy sprawiają że czujemy jak pękamy na szwach.

Nie doświadczymy przecież radości powitania, wcześniej nie przeżywając trudów rozstania. Nie znając zjawiska nocy nie poczujemy ulgi którą przynosi słońce. Jedno wypływa z drugiego, nieskończony krąg… Jedna emocja wypływa/powstaje z drugiej, niepostrzeżenie płynnie przemieniają się w siebie nawzajem.
Zrozumiałam że nie ma sensu pytać czemu, buntować się czy wypierać z siebie negatywne uczucia i emocje. Trzeba je poznać, przeczołgać się przez nie, do końca, tylko tak zachowam równowagę i harmonię.
Teraz czuję z pewnością większy spokój i ulgę.
Poznając siebie w tak trudnych momentach, dotarłam do nowych, nieznanych pokładów . I bardzo mi się tam podoba, odkryłam nową siłę, mądrość i wiarę.
Postaram się nie zmarnować tej lekcji. To wszystko ma sens. Proces uleczania ciała postępuje, teraz czas na serce.

Choć ostatnio nie jestem zbytnio optymistycznie nastawiona do tego co się w moim małym świecie dzieje. Życzę Wam miłego dnia :) I pamiętajcie…

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.