Dzięki uprzejmojsci Pana Piotra 🙂 , zamieszczam na swojej stronie jeden z jego artykułów ( przyjemności należy dawkować;)) dostępny również na jego blogu ( do którego odwiedzin zachęcam- http://od-technologii-do-ekologii.blog.onet.pl/

A oto i artykuł zatytułowany:

 “Magia technologii, wiara ekologii”

“Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii.”

To cytat z eseju Artura C. Clarka “Porażka wyobraźni”. Myślę o nim czasami gdy odbieram telefon w środku gęstego lasu gdzieś na zboczu Połoniny Caryńskiej, czy słucham muzyki z odtwarzacza wielkości pudełka zapałek i mam do wyboru kilka tysięcy utworów doskonałej jakości. Czystej wody magia. Otaczająca nas technologia jest coraz mniej zrozumiała, a zasady jej działania okryte są tajemnicą znaną tylko nielicznym. Złożoność i komplikacja współczesnej nauki sprawia, że coraz częściej staje się ona dla nas swego rodzaju nowoczesnymi czarami. Od nas wymaga ona jedynie umiejętności dopasowania wtyczki do gniazdka i wciśnięcia odpowiedniego przycisku z napisem ON lub PLAY. Taka technologia dla opornych. Kto wie jak działa telewizor plazmowy, co oznacza LCD, HDMI, LED, DVD? Konia z rzędem temu kto wyjaśni znaczenie słów półprzewodnik, nanorurki czy całkowanie. Tylko szaleni naukowcy przedstawiani na filmach w okularach jak dna od butelek wiedzą takie rzeczy. Nam to niepotrzebne.
Może to i dobrze, do życia nie jest przecież niezbędna wiedza techniczna przyrastająca w tempie (trudne słowo) wykładniczym, ba, nie jest potrzebna żadna wiedza. No, może poza umiejętnością czytania nominałów na banknotach. Proces wolnego odchodzenia od rozumienia zjawisk wokół nas zachodzących sprawia jednakże, że coraz częściej wyniki niektórych badań naukowych opatrywane są komentarzem, który interpretuje je używając języka przynależnego do innych dziedzin życia.
 “Wiara w zmiany klimatyczne wywołane przez człowieka i wynikające z nich domniemane normy moralne są, pod warunkiem autentyczności, tożsame z wierzeniami filozoficznymi.” – tym werdyktem sędzia brytyjskiego sądu Mr Justice Burton ustawił w jednym rzędzie zwolenników ochrony środowiska z wyznawcami religii, czy doktryny marksistowskiej. Chodzi o proces dotyczący zwolnienia pracownika na podstawie jego “zielonych” przekonań. (O tej ciekawej sprawie pisze szerzej Michał Olszewski w swoim blogu: http://michalolszewski.blog.onet.pl/Przypadek-Nicholsona,2,ID394378252,n) Sam napisałem “przekonań” dając się ponieść retoryce Pana sędziego. Zrównanie niedowodliwej z definicji religii i nauki o ochronie środowiska opartej na jak najbardziej namacalnych przesłankach jest obraźliwe, i nie mam tu, bynajmniej, na myśli Boga. Jest obraźliwe dla zdrowego rozsądku i naukowej rzetelności.
Nikt nie ma “przekonań” na wzór na pole kwadratu, nikt nie”wierzy” w twierdzenie Pitagorasa. Natomiast coraz częściej stykamy się ze stwierdzeniami o wierze w globalne ocieplenie. Gentelmani o faktach nie dyskutują – mawiali Brytyjczycy, a już na pewno nie poddawali ich osądowi wiary. Fakty, także te dotyczące globalnego ocieplenia, są weryfikowalne tak jak każda naukowa hipoteza. Wybór jest prosty: “Na świętego Hieronima jest śnieg albo go ni ma”. Podobnie z globalnym ociepleniem. Wiara nie ma tu nic dorzeczy.
Jakie mogłyby być konsekwencje wstawienia ochrony środowiska na tę samą półkę co religia? Krucjata przeciwko największym trucicielom planety? Inkwizycja stawiająca na baczność przeciwników doktryny globalnego ocieplenia? Pozostaje tylko nadzieja, że ekolodzy nie wsiądą do tego podstawionego im naprędce pociągu zmierzającego na skróty do celu na którym wszystkim nam powinno zależeć.
Źródło: http://www.economist.com/world/international/displaystory.cfm?story_id=14838303

Dobranoc! 

Ps. Mnie dziś utuli do snu Roma Ligocka, jedna z moich ulubionych autorek:)

Advertisements