Praktycznie nie oglądam telewizji. Szczerze i prawdziwie nie rozumiem i współczuję ludzi którzy są od niej uzależnieni. Wczoraj będąc w odwiedzinach u moich rodziców, zerknęłam na ekran włączonego telewizora …i zamarłam… Nie mogłam uwierzyć, gdy zobaczyłam tłum ludzi przed Pałacem prezydenckim napierających na straż miejską, kipiących złością i agresją między kolejnymi wierszami fanatycznie odprawianych modłów.
Usiadłam i ze smutkiem patrzyłam na to co powoli do mnie docierało.
Przykre to bardzo. Taka żenująca ironia i kpina, bo jak to nazwać inaczej?!
Jak nazwać zachowanie ludzi którzy w imię obrony krzyża i ofiar, rzucali się z łapami na straż miejską, wyzywali i używali przemocy.
Niektórym ludziom coś się chyba pomieszało i nie potrafią oddzielić spraw państwa od religii.
Dla mnie od początku ta dyskusja była bezsensowna, bo niby dlaczego krzyż miałby stać przed pałacem prezydenckim?!
Ja rozumiem że należy się szacunek ofiarom tragedii, ale trochę rozsądku w tym wszystkim!
Wczoraj, swoim zachowaniem Ci ludzie upodlili symbol krzyża ( tak uważam, mimo że jestem ateistką) ludzie którzy uważają się za wierzących a zachowują tak jakby byli zdolni wydrapać oczy byle dostać to czego chcą. Nie wiedziałam że na tym polega język miłości i porozumienia. Padały olbrzymie słowa i oskarżenia, o powrocie do czasu stanu wojennego.
Przykre to strasznie. Polityka a religia to dwie odzielne sprawy, ale chyba jeszcze niektórzy z tych ludzi tego nie rozumieją. Już wiem dlaczego nie potrafię oglądać telewizji.Wolę sobie oszczędzić takich wrażeń. Amen

Advertisements